15 maja 2012 roku swoje 59 urodziny obchodził słynny brytyjski gitarzysta, kompozytor i aranżer Mike Oldfield. Zaliczany jest do niezwykle modnego w latach 70-tych nurtu muzyki elektronicznej, zapewne z tego powodu, że u progu kariery tworzył rozbudowane, wielowątkowe instrumentalne suity. Jego kompozycje odbiegają jednak zasadniczo od twórczości takich „elektronicznych” potęg jak J.J. Jarre, Kitaro, Klaus Schulze czy też zespół Tangerine Dream. Stworzył własny, niepowtarzalny styl, w którym prym wiodą „miękko” zagrane gitary oraz dźwięki wielu instrumentów zaaranżowanych z orkiestrowym rozmachem przez co nabierały odpowiedniego kolorytu. Jego twórczość jest osobliwa i niepowtarzalna, prawdziwy muzyczny geniusz tworzący według własnych koncepcji, przez co wiele jego dzieł można uznać za pionierskie. Nie ma w nich miejsca na wyrachowane zimno wszechobecnie towarzyszące utworom „elektroników”, za to jest pełna paleta barw, ciepłych romantycznych, ale i też posępnych oraz dramatycznych. Niezwykle bogata twórczość Mike`a to prawdziwa sztuka, którą jednoznacznie trudno zakwalifikować do jednego muzycznego stylu.
Mike od dzieciństwa zdradzał duży talent do grania na gitarze. Ten instrument niezwykle go pociągał, co nie znaczy, że nie potrafił grać na innych. Jako nastolatek współpracował ze swoją starszą siostrą Sally w zespole Sallyangie. W późniejszych latach sytuacja się odmieniła, to siostra często będzie towarzyszyć nagraniom sławnego brata. Ambitny chłopak bardzo szybko postanowił działać na własny rachunek i już od roku 1970 przygotowywał swój solowy debiut. Ukazał się dopiero w 1973 roku, ale co to była za płyta?! Niesamowite arcydzieło, prawdziwa perełka, aż trudno uwierzyć, że stworzył je tak młody człowiek. Pikanterii dodaje fakt, że Mike praktycznie sam nagrał wszystkie partie instrumentalne. Mowa oczywiście o jednym z muzycznych wydawnictw wszechczasów czyli „Tubular Bells”. Takiego początku kariery można by pozazdrościć każdemu muzykowi. Młody Oldfield, mimo, że z miejsca zrobił oszałamiającą karierę, nie zamierzał na tym poprzestać, chciał iść dalej tym tropem realizując swoje muzyczne wizje, oczywiście utrzymując należyty poziom. Pomysłów mu nie brakowało, stąd też w kolejnych latach ukazywały się następne albumy wypełnione intrygującą muzyką.
Cóż takiego niezwykłego zawiera debiutancka „Tubular Bells”? Cały materiał jak już wspomniałem skomponował nastoletni Mike wykorzystując niezwykle bogate instrumentarium. Wiele z nich daleko odbiegało od rockowego kanonu, chociażby tytułowe „Dzwony rurowe”. Płytę wypełnia wielowątkowa dwuczęściowa suita, przypomnieć tu należy, szczególnie młodszym melomanom, iż były to czasy winyli, stąd zapewne wynika ten osobliwy podział. Kompozytor wykorzystał nowatorskie brzmienie gitar i „nałożonych na siebie” wiele instrumentów klawiszowych oraz perkusyjnych. Nadało to suicie orkiestrowego rozmachu i ogromnej melodycznej przestrzeni. Kilka jej fragmentów jest niezwykle urokliwych, opierają się na różnych motywach muzycznych m.in. ludowego pochodzenia. Sukces murowany!
Idąc za ciosem Mike konstruuje następną muzyczną opowieść. Wydany w 1974 roku „Hergest Ridge” zbudowana jest na podobnych zasadach. Znów mamy do czynienia z dwuczęściową formalną suitą o nieco bogatszej aranżacji, m.in. poprzez użycie instrumentów dętych i smyczkowych. Płyta stała się, podobnie jak jej poprzedniczka numerem 1 w Wielkiej Brytanii. Następna pozycja w dyskografii artysty „Omadawn” również przynosi ciekawe brzmieniowe rozwiązania, w pamięci pozostają niektóre gitarowe motywy, szczególnie solówka kończąca pierwszą część kompozycji. Ciekawostkę stanowi krótka piosenka „On Horseback” zaśpiewana, a raczej wyrecytowana przez Oldfielda.
Po trzech znakomitych wydawnictwach, Mike przygotował kolejne dzieło zatytułowane „Incantations”. Tym razem mamy do czynienia z dwupłytowym materiałem (w wersji analogowej) zawierającą tym razem czteroczęściową instrumentalną opowieść. Struktura utworu jest oparta na tym samym schemacie co jej poprzedniczki. Większą rolę odgrywa tutaj orkiestra symfoniczna i chór do których „dołożone” zostały syntezatory i partie fletu. Płyta zaliczana do „wielkiej czwórki” kończy pewien etap w działalności artysty, wypełnionymi zagranymi z ogromnym rozmachem kompozycjami.
Po raz pierwszy Mike udał się w trasę koncertową w 1979 roku. Zaangażowanie dużej ilości muzyków i środków wizualnych z założenia miało mu przynieść sukces. Tak się jednak nie stało, koncerty nie zachwyciły na tyle, by zakończyły się finansowymi zyskami. Na osłodę powstała płyta „Exposed” zawierająca fragmenty zapisu dźwiękowego z niefortunnej trasy. Począwszy od płyty „Platinum” mamy do czynienia z nowym etapem działalności muzyka. Oldfield by nie popadać w rutynę postanowił włączyć się do tego co modne w muzyce rozrywkowej. Początek lat 80-tych to dominacja punku, metalu i disco. Pewne elementy tych muzycznych trendów znalazły odbicie w działalności Anglika. Coraz śmielej rezygnował z długich form instrumentalnych na rzecz krótszych, brzmieniowo oszczędniejszych utworów, zaczynają pojawiać się też śpiewane kompozycje. Tego typu repertuar pojawia się na wspomnianym „Platinum” i „QE2”. Na „Five Miles Out” zwraca na siebie uwagę rozbudowana forma muzyczna „Taurus II”, natomiast utwór tytułowy liczący niewiele ponad 4 minuty stał się przebojem.
Wydany w 1983 roku album „Crises” przynosi kolejny przełom w karierze muzyka. Szczególną uwagę zwraca na siebie „Moonlight Shadow”, przebojowa piosenka zaśpiewana przez Maggie Relly. Od razu wkroczyła na szczyty list przebojów, dzięki czemu Oldfield stał się „ikoną popkultury”. Wielu fanów uznało to za zdradę dotychczasowych muzycznych ideałów, dla innych, zwłaszcza młodszych słuchaczy, utwór grany przez wiele rozgłośni radiowych, stał się jego „muzyczną wizytówką”. W podobnym klimacie została zrealizowana płyta „Discovery”, równie przebojowa jak jej poprzedniczka, jednak uwagę wytrawnego słuchacza zwraca rozbudowana 12 minutowa forma muzyczna „The Lake”. W tym samym okresie skomponował ścieżkę dźwiękową do filmu „Pola śmierci”. Nie wnikając w fabułę tego wyjątkowo sugestywnego swej wymowie obrazu, należy przyznać, że Mike stworzył naprawdę intrygującą muzykę. Część kompozycji znalazła się na płycie „The Killing Fields”. W 1985 roku ukazują się dwa wydawnictw singlowe, pierwszy z nich „Pictures In The Dark” to efekt współpracy Anitą Hegerland (przez wiele lat jego towarzyszką życia) i „Shine” nagrany z wokalistą grupy Yes Jonem Andersonem. Na nieco mniejszą popularność zasłużyły albumy „Islands” i „Earth Moving:” nagrane pod koniec lat 80-tych.
Oldfiled postanawia powrócić do dawnej koncepcji nagrywania dłuższych form muzycznych. Taką próbę podejmuje na wydawnictwie zatytułowanym „Amarok”. Krążek od razu zwraca na siebie uwagę krytyki wyrażającej się pochlebnie o trwającej ponad godzinę kompozycji. Starzy fani też poczuli ulgę, o takiego Oldfielda im właśnie chodziło. Mike jednak próbuje w dalszej części swojej twórczości łączyć „nowe” ze „starym”, skutki tego działania nie zawsze były w całości udane. Na większą uwagę zasługują płyty „The Songs Of Distant Earth” i „Voyager” nagrane w latach 90-tych i „Tres Lunas” i „Light + Shade” z początków obecnego wieku. Po premierze krążka „Guitars” (1999 r.), Mike odwiedził Polskę dając koncert w katowickim Spodku. Ostatnim, przynajmniej na razie, produktem działalności Brytyjskiego twórcy jest „Music Of The Spheres”, płyta ujawniająca fascynacje muzyką poważną.
Osobnym rozdziałem „oldfieldowskiej” myśli muzycznej są poszczególne części „Tubular Bells”. Mike zdajać sobie sprawę z niesłabnącej, mimo upływu lat, popularności krążka, postanowił zrealizować kolejne jego części. Ta swoista w swym wyrazie muzyczna „telenowela” doczekała się po dziś dzień (nie licząc pierwszej) czterech kolejnych części. Dużym zaskoczeniem dla sympatyków twórczości Anglika było ukazanie się w 1992 roku „Tubular Bells II”. Po 19 latach od debiutu, kontynuacja pierwotnego tematu przykuwa uwagę swym nowoczesnym brzemieniem opartym na wszechstronnym wykorzystaniu syntezatorów.
W pewien sposób wydawnictwo nawiązuje do pierwowzoru, czego nie można powiedzieć o kolejnych produktach z cyklu „Tubular Bells”. „Trójka” nie wnosi nic nowego, jest to oparta na tanecznych rytmach kompozycja, natomiast mający uświetnić nadejście XXI wieku „ The Millennium Bell” razi w warstwie muzycznej wtórnością, z kolei „Tubular Bells 2003” jest jedynie odświeżoną wersją oryginału. Jak widać próby nawiązań do klasycznych „Dzwonów rurowych” nie wyszły muzykowi na dobre i zapewne nie powróci już do koncepcji nagrywania jego kolejnych części.
Bogata w muzyczne formy jest twórczość Mike`a Oldfielda, opiera się bowiem na szeregu różnorodnych pomysłów. Niewielu na świecie jest muzyków, którzy potrafią działać w podobny sposób. Trudno powiedzieć czym zaskoczy nas w najbliższej przyszłości. Wypada jednak wierzyć, że będzie to kolejny ciekawy w warstwie muzycznej krążek. Póki co, dostojnemu jubilatowi życzymy tradycyjne „Sto lat!”.
Tomasz Woźniczka























