T. Love- Z podwórka na salony

W ubiegłym rocku na naszym rynku fonograficznym ukazała się płytowy rarytas „Częstochowa 19822011” zespołu T. Love. Wydawnictwo szczególne w swym rodzaju, zawiera dwa krążki, z których jeden ma charakter retrospektywny, a na drugim umieszczony został premierowy materiał. Swoista gratka dla fanów przygotowana przez lidera Zygmunta „Muńka” Staszczyka ze swoimi kumplami z pierwszego składu zespołu. Z tego powodu projekt funkcjonuje pod pierwotną nazwą T.Love Alternative.

Częstochowa to miasto w którym wszystko się zaczęło. Miejsce znane każdemu Polakowi bez względu na światopogląd i wyznanie. Dzięki Sanktuarium Maryjnemu na Jasnej Górze jest celem wielotysięcznych pielgrzymek z całego kraju i świata. Częstochowa to też historia, każde w naszym kraju dziecko kojarzy fakty związane z Obroną Jasnej Góry przed Szwedami w czasie „Potopu”. Częstochowa to też „normalne” miasto z ponad 200 tyś. mieszkańców, z dwoma liniami tramwajowymi, kinem „Wolność” (kto jeszcze pamięta film „Ucieczka z kina Wolność”?), dzielnicą Raków o której krążą legendy i pozostałościami dawnej dzielnicy żydowskiej. W trakcie studiów miałem kilku kumpli ze „świętego miasta”, czyli jak kto woli „medalików”. Wspaniali otwarci ludzie, dzięki którym poznałem to wyjątkowe miejsce na ziemi praktycznie z „każdej strony”. Mogłem się dowiedzieć, że w tym mieście tworzył się w początkach lat 80-tych prawdziwy muzyczny underground złożony z wielu różnorodnych muzycznie kapel. Część z nich jest już dziś zapomnianych, praktycznie dwie tylko mają obecnie status kultowych – Formacja Nieżywych Schabuff i wspomniany T.Love.

Był rok 1982, rockowy boom w naszym kraju trwa, nie była go nawet wstanie  powstrzymać „Noc Generała” tj. wprowadzenie stanu wojennego. W dalszym ciągu, co było ewenementem w skali światowej, funkcjonował festiwal w Jarocinie, odbywały się też inne koncerty. Na wznoszącej się fali polskiego rocka, w Częstochowie grupa kontestujących młodych ludzi powołuje T. Love Aletrnative. W zasadzie pełna nazwa grupy brzmiała Teenage Love Alernative. Formalnie była to typowa podwórkowa formacja złożona z chłopaków ze szkolnej ławy, czyli IV Liceum Ogólnokształcącego im. H. Sienkiewicza. Od początku liderem i wokalistą był charyzmatyczny Zygmunt „Muniek” Staszczyk, a towarzyszyli mu Janusz Knorowski, Dariusz Zając i Jacek Wudecki. Szkołę, w której zaczynali swoją karierę, uhonorowali w szczególny sposób super szlagierem „IV LO”. Dzięki tej banalnej i zarazem prostej w swej przekazie piosence, częstochowskie IV Liceum stało się najsłynniejszą szkołą w Polsce (to ci dopiero reklama!). Jeden z moich kolegów też był absolwentem tej placówki oświatowej, co ciekawe położonej w pobliżu Jasnej Góry, przyznaje rację swojemu starszemu koledze, że „wszystko tam możesz znaleźć”.

W pierwszych latach istnienia, podobnie jak dla wielu innych kapel, największym sukcesem T.Love był występ w Jarocinie. Po tym zgoła ważnym epizodzie, przyszedł czas na pierwsze nagrania. Młodsze pokolenie może ze zdumieniem przecierać oczy, ale w tych czasach niesamowitym wydarzeniem było nagranie kasety magnetofonowej. T. Love zadebiutowała dwoma takimi niskonakładowymi wydawnictwami „Nasz bubelon” i „Chamy idą”. Do wydania pełnowymiarowego krążka (a przypominam były to czasy winyli), czekała zespół jeszcze długa droga. Dopiero w 1989 roku ukazał się pierwszy longplay „Wychowanie” zawierający wiele starych i ogranych już utworów z których część zostało na nowo zaaranżowanych.

Ewoluował styl zespołu zmieniały się składy, Muniek starał się być zawsze na topie. Po latach gry z częstochowskimi kolesiami postanowił zmienić klimat i przenieść się do stolicy by stworzyć nowe oblicze kapeli. Stary poczciwy T.Love został rozwiązany w 1989 roku, lider udał się na krótkie „zarobkowe” wakacje do Wlk. Brytanii. Po powrocie osiedlił się w Warszawie i pozyskał do współpracy nowych muzyków. W pierwszej odsłonie z Muńkiem współpracowały takie postacie jak: Janek Benedek, Przemysław Wójcik, Krzysztof Szymański i Jarosław „Sidney” Polak. W późniejszych latach pojawiały się w zespole nowe twarze, z którymi lider tworzy kolejne płyty. Najwierniejszym współpracownikiem Staszczyka przez te wszystkie lata pozostaje Sidney Polak. Pierwszy „warszawski” skład wydał płytę „Pocisk miłości”. Po niej ukazały się kolejne wydawnictwa „ King!”„I Love You” i „Prymityw”.

T.Love był na fali wznoszącej, co Muniek wykorzystał by komponować materiał przeznaczony dla coraz bardziej masowego odbiorcy. Po zimnej fali i punku nie pozostało już śladu, zespół poszedł w kierunku melodyjnych i osadzonych w klasycznym rock`n`rollu piosenek aż po hity w stylu pop. Niezwykłą popularność muzykom zapewniły płyty „Al Capone” i „Chłopaki nie płaczą”. Szczególnie drugie wydawnictwo wyniosło zespół na szczyty list przebojów. Tytułowy utwór wydany też na singlu, stał się wielkim hitem, przyczynił się do tego prosty, ale wymowny tekst, towarzyszące warstwie wokalnej pohukiwania i banalny stylu „szallalala…” refren. W kolejnych latach dość nieregularnie ukazują się kolejne płyty, moim jednak zdaniem T.Love szczyty popularności ma już za sobą.

Warto przyjrzeć się warstwie tekstowej niektórych utworów. Wielkiej poezji w nich nie znajdziemy, to raczej proste często banalne teksty, typowe dla częstochowskiej popkultury, której wyznacznikiem są tzw. „częstochowskie rymy”. Za to ich tematyka jest dość zróżnicowana, mają one najczęściej charakter retrospektywny bądź są odbiciem fascynacji autora. Jeden z pierwotnych utworów „Forever Punk” ujawnia sympatię dla tego stylu muzycznego. Wspomniane „IV LO” (pierwotnie też jako „Liceum”) nawiązuje do lat spędzonych w „Sienkiewiczu” a „Wychowanie” do lekcji patriotyzmu wyniesionych z domu rodzinnego i szkoły, gdzie uczono-„Ojczyznę kochać trzeba i szanować”. W utworze „King” Muniek kreśli obraz częstochowskiego honorowego chuligana, typowego dla starego Rakowa, który „za posiadanie zielska dostał dziesięć latek”. „Al. Capone” to karykaturalne w swej wymowie nawiązanie do postaci słynnego gangstera będącego dla autora raczej postacią popkultury. „Warszawa” jest wyrazem fascynacji Staszczyka do stolicy, z którą związał się na wiele lat i w której, co by nie mówić, odnosił wielkie muzyczne sukcesy.

Muniek mimo swoistego zerwania ze swoim środowiskiem, pozostawał w przyjacielskich stosunkach z kumplami z początków istnienia zespołu. Przykładem tego są sporadyczne wspólne występy na koncertach m.in. w warszawskiej Stodole 2002 r. czy w rodzinnej Częstochowie w 2010 r.. Echa tych wydarzeń znajdują się na nowym wspomnianym na wstępie wydawnictwie. Pomysł „odkurzenia” starych utworów i do tego nagranie nowych z jednym z pierwotnych składów, jest o tyle ciekawy, że nastąpił powrót do „częstochowskich” klimatów. Łza się zapewne w oku zakręci u tych, co znają kapelę od pierwszych lat istnienia, natomiast młodzi fani będą mieli okazję sięgnąć do „korzeni”. Osnową wokół zbudowano ten dwupłytowy album była wydana w 1995 roku płyta „Częstochowa” 1982-1985”. Do tego dołączone zostały fragmenty koncertów oraz kilka nowych kompozycji.

T.Love dla wielu fanów to zespół niemal już kultowy. Trzeba podkreślić, że ma na swoim koncie wiele płyt, w których nie brak wielkich przebojów. Osobiście nie uważam formację Staszczyka za szczególnie ważne muzyczne zjawisko na naszym krajowym podwórku. Przyznać jednak muszę, że w pewnym sensie jest przykładem ekipy, której udało się zrobić karierę, mimo dość „zaściankowych” początków. Parafrazując hasło odnoszące się do american dream „od pucybuta do milionera”, w odniesieniu do T.Love użyłbym sformułowania „Z podwórka na salony”. I niech tak już pozostanie.

Tomasz Woźniczka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>